10
23

Przymus cyfrowy i prawo do życia offline

1y 4mon ago by szmer.info/u/didleth in digitalizacja@szmer.info from techspresso.cafe

Jeśli w wiarygodny sposób twierdzisz, że nie masz dostępu, firmy często znajdują rozwiązanie bez przymusu cyfrowego. Jednak coraz mniej osób nie ma smartfona, a więc coraz więcej oczekuje się, że zainstaluje odpowiednią apkę. Być może trzeba ustanowić miesiąc off-line i poważnie się domagać go, aby wiadomość była głośniejsza.

Ja raz w roku robię sobie "miesiąc bez czego". W tym roku wybrałem miesiąc bez telefonu.

Może chcesz dołączyć?

  1. [...] zwolennikom „cyfryzacji wszystkiego” wciąż było jednak mało i domagali się, by zobowiązać obywateli do instalowania specjalnych covidowych aplikacji, z jednoczesnym traktowaniem każdego, kto z jakiegoś powodu nie posiada popularnego smartfona, jako przestępcy.

Ostatecznie, pomimo nachalnego przymuszania/zachęcania do instalacji tej aplikacji, nie było to obowiązkowe.

  1. Wkradło się kilka chochlików: A) "niż pochylić się nad", B) "informacje o tym, z jakie ryzyko one niosą.", C) "Z wolnością do do życia offline",

  2. " ten bardziej kulturalny zacznie argumentować, dlaczego ON wspomaga się nowinką techniczną, robiąc zakupy czy gotując wodę na herbatę" - no właśnie: wiele tych nowinek służy temu, byśmy mogli żyć szybciej (jeszcze szybciej). Uważam jednak, że nie zyskujemy na tym zaoszczędzeniu czasu, a wręcz przeciwnie. Kiedyś słyszałem o tym, jak kraje globalnej północy chcieli wybudować studnie w jakiejś wsi w kontynencie afrykańskim, bo mieszkańcy musieli chodzić ponad godzinę po wodę. Jednak mieszkańcy nie chcieli tej studni. Woleli wciąż chodzić po wodę, bo to była dla nich okazja fdo tego, by porozmawiać, by żyć spokojniej itd. Nie znam szczegółów i nie weryfikowałem tego, ale chodzi mi o to, że wg mnie często dłuższy czas robienia czegoś jest dobry, bo pozwala odetchnąć, odpocząć, usiąść, budować relacje itd.

  3. "Wiele osób, firm czy instytucji albo ogranicza swoją aktywność do popularnych socialmediów, albo udziela się głównie tam – i dotyczy to także ludzi czy organizacji jawnie bigtechom niechętnych." - to jest dobre. Często narzekamy, ale nic z tym nie robimy. A narzekanie niczego nie zmienia.

Bardzo dobry artykuł. Daje do myślenia.

Ano, zgadzam się. Ja sama prawie zawsze płacę telefonem, bilety MPK kupuję w appce itp, doceniam to że MOGĘ to robić, bo pamiętam zbyt dobrze czasy drżenia przed kanarem albo kupowania biletu "za odliczoną kwotę" u kierowcy. Albo czasy kiedy nie można było na wycieczce sprawdzić rozkładu bez 10-kilometrowego spaceru, a tablica na miejscu i tak była zdarta i nieaktualna.

Ale nie podoba mi się też właśnie to, że żeby w ogóle skorzystać z wiedzy w danym momencie czy zakupić usługę często NIEZBĘDNA jest appka. Zawsze przypomina mi się najidiotyczniejsze miasto na świecie czyli Tel Awiw, gdzie nie ma czegoś takiego jak automaty biletowe, a autobusem jeździ się tylko "na appkę" (super pomysł jak masz polski roaming w telefonie...), ew. z tego co pamiętam można było zdobyć jakiś bilet tygodniowy w tajemniczym punkcie. Za to za bilety kolejowe trudno było zapłacić inaczej niż gotówką, bo terminale kartowe w kółko się wywalały. xD

Koniec końców tworzyło to cudną szarą strefę. Tubylcy mówili mi że prawie wszyscy turyści jeżdżą bez biletu i że kanary jak tylko zobaczą moją aryjską mordę, to nawet nie będą do mnie podchodzić. :D

Czasem zaczynam sobie myśleć że taka cyberpunkowa rzeczywistość z elektronicznymi tablicami czy terminalami wszędzie byłaby o tyle spoko, że nie trzeba by było się logować w pięćset miejsc, a sprawę załatwiałoby się i tak analogowo.

Chyba się za dużo nagrałaś w cyberpunka, albo naoglądałaś futurystycznych seriali.

To, że fajnie i wygodnie jest korzystać z takich rozwiązań to jest główny problem. Bo mało komu się będzie chciało korzystać z analogowych bo po co się męczyć. A jak na na 1000 osób tylko kilka będzie dalej używać analogów to po co te rozwiązania utrzymywać przy życiu?

Gdy uznajemy, że potrzebny jest wybór ale korzystamy z rozwiązania, które stosuje 98% ludzi to robimy krecią robotę bo pracujemy na zabicie wyboru.

Przecież literalnie napisałam że to rzeczywistość cyberpunkowa. Lajk, naprawdę dziękuję za potwierdzenie że w takowej nie żyjemy. :)

Gdy uznajemy, że potrzebny jest wybór ale korzystamy z rozwiązania, które stosuje 98% ludzi to robimy krecią robotę bo pracujemy na zabicie wyboru.

Pewnie tak jest. Na szczęście w anarchizmie nie będzie tramwajów, ani kolei żelaznej, bo tak pan Trocki powiedział. Nie będzie też biletów i nie będzie problemów z urzędami, bo ich też nie będzie.

Ey bo stracę do ciebie szacunek. Myślałem, że jak coś mówisz to poważnie, a nie chrzanisz bez ładu i składu.

Więc co z tym, że jak kolejny raz zarzucę pseudopsychologią i stwierdze, że twoje zdanie wynika z tego, że się czegoś naoglądałaś to sam dostanę psychoanalizę, która mnie zaboli?

No ale ja dosłownie zasugerowałam, że się naoglądałam. Po prostu nie rozumiem o co ci chodzi, to jasne że nie uważam takiego scenariusza za realny, ale w sumie ładny.

Przez ciebie kupiłam dzisiaj bilet kartonikowy i dołożyłam się do zaśmiecenia planety tym gównianym papierem termicznym!

Nie kupuj biletu, nie płać mandatu, nie miej konta w banku to nie ściągną

To nieprawda.

Jeśli masz jakieś dochody, to ściągną czy to z rozliczenia podatkowego, czy z wypłaty.

No jak nie masz konta w banku to wypłatę musisz brać do ręki więc średnio ściągną.

Policja nawet po scentralizowaniu systemu mandatowego i ogłoszeniu sukcesu skoczyła do poziomu 60% ściągalności mandatów w zeszłym roku. Także pomyśleć jak tragiczny wynik muszą mieć samorządy.

Pracowałam kiedyś w pobliżu tematu. Długi ze spółek miejskich typu MPK, ZTM itp. są sprzedawane prywatnym windykatorom. A ci już niestety mają sposoby na zamienienie życia jednostki w piekło. Policja, jak się zdaje, nie może tego robić. Albo mandat się przedawnia albo umarza.

Jedyne co jeszcze w miarę działa na Kruków itp. to nie mieć stałego adresu zamieszkania, najlepiej żyć na ulicy. Ogółem sprawić, żeby koszty ściągnięcia długu przewyższały jego sumę. Wtedy windykatorom przestaje się chcieć.

No jak juz byliśmy przy braku konta w banku to myślałem że brak meldunku jest jasny. Nie trzeba żyć na ulicy, starczy nie podawać oficjalnie adresu.

A to akurat są w stanie ustalić, np. po rodzinie. Dlatego jej też warto nie mieć. Wszystko też zależy od tego do jakich baz danych ma dostęp windykator – bo generalnie to żeby korzystać z wielu usług, adres podać trzeba (np. do konta w banku, a bank ma prawo spytać o dokumenty potwierdzające że na adresie mieszkamy).

Tutaj krecią robotę robią często gminy, które zajmują się ustalaniem tego, komu wystawić rachunek za odbiór odpadów komunalnych, bo jest to obowiązkowe. Loophole na jaki można liczyć to to, że bazy nie są połączone, i że firmy windykacyjne nie mają dostępu do wszystkich. Ale nie wiem jak to wygląda dzisiaj, przy coraz większej centralizacji. Dlatego mówię o kosztach: windykatorzy nie lubią kiedy ściąganie długu za dużo ich kosztuje.

Dlatego poleca się co najmniej życie na walizkach/skłocie. No i ofc można zapomnieć o rzeczach na raty, umowach z niektórymi dostawcami netu i telefonii komórkowej itp, bo jesteśmy i tak wpisani do KRD albo do InfoMonitora, a tam to już leci po PESELu. Chyba że trafimy na usługodawcę który tego nie sprawdzi albo którego to nie obchodzi. Bo do KRD trafiamy za każde gówno powyżej 200 zł i mogę potwierdzić że słyszałam historię o instytucjach olewających takie gównowpisy.

Gorzej jeśli życie zmusi cię do otwarcia działalności – wtedy traktujo cię jak przedsiembiorce i wielu rzeczy po wpisie do BIK/KRD robić nie będziesz mógł.

Aha, no i w świetle nowych przepisów lepiej nie zakładać skrzynki do e-doręczeń. xD

No jak ktoś ma rodzinę, która cię wsypie przed windykatorem i dalej z tą rodziną utrzymuje kontakt to już nie mam jak pomóc.

Tys prowda.

"No jak nie masz konta w banku to wypłatę musisz brać do ręki więc średnio ściągną." - to bzdury. Niestety.

W czym bzdury? 40% nie spłaconych mandatów drogowych to od bezrobotnych za kółkiem?

W sugestii, że wystarczy nie mieć konta w banku, by windykator nie mógł ściągnąć od Ciebie pieniędzy.

Żeby nie było to takie proste i się nie zbyt opłacało. Bo jak ściągnie?

Żyjemy w świecie gdzie biznesmeni mają milionowe długi, a jednocześnie zarabiają krocie z drugiej firmy i nikt nic nie ściąga bo firma na żonę, dom i auto tez, nawet wypchane konto w banku można mieć też na żonę. I w tym samym świecie biedni drżą bo windykator przyjdzie po 100 złotych. Niech przyjdzie, ja nic nie mam.

Czy nie uważasz, że windykator po prostu zobliguje pracobiorcę/ZUS, żeby część wypłaty/renty wysłał najpierw na jego konto?

Szkoda gadać. Chcesz być przykładnym obywatelem to bądź, ale próba przekonania że trzeba i nie ma wyjścia jest bez sensu. InPost nie zatrudnia żadnego kuriera prowadząc firmę kurierską i pip nic nie może a ty mnie przekonuj że windykatorzy są wszechmocni.

Ja nie piszę, że trzeba i nie ma sensu. Po prostu podważam to, co Ty piszesz, bo boję się, że ktoś Twoje słowa potraktuje poważnie i pomyśli, że wystarczy brać rentę czy wypłatę w gotówce, żeby nie ściągnęli z niego np. mandatów.